Informacje
Mieć ciastko i zjeść ciastko
Radni podwyższyli podatki w gminie Gryfino. Burmistrz tłumaczy, że jest to wzrost niewielki, choć przyznaje, że sytuacja finansowa gminy jest zła
W porównaniu z miejscowościami podobnej wielkości, leżącymi wokół Szczecina, Gryfino miało ostatnio najniższe podatki. Teraz nadal wiele gmin pobiera od przedsiębiorców wyższe opłaty, ale palmę pierwszeństwa straciliśmy. Głosowanie poprzedziła długa dyskusja. Burmistrz tłumaczył, że podwyżki są niezbyt mocno odczuwane przez mieszkańców, bo mogą sięgnąć od kilku-kilkunastu złotych dla przeciętnej rodziny. Mocniej odczują je najwięksi pracodawcy w gminie.
- Nie zgadzamy się z tym, proszę spojrzeć na procentowe wzrosty na wsi, to jest za dużo – krytykował słowa burmistrza radny Namieciński.
Wcześniej radni i burmistrz wyszli z sali obrad. Najpierw chcieli, aby to widzowie i osoby postronne udały się na korytarz, ale zwrócenie uwagi prezydium rady na fakt, że takie działanie jest bezprawne przyniosło skutek. Radni wyszli z burmistrzem do sali ślubów, ale do zawarcia żadnego związku tam nie doszło. Dialog ograniczył się do kilku personalnych utarczek, a burmistrz oznajmił, że niewielkie korekty jest w stanie uczynić.
Wydatki na drugim planie
Późniejsza dyskusja nie była już w stanie zmienić sytuacji. Radni popierający burmistrza tłumaczyli, że podwyżka nie będzie dotkliwa, a na dodatek przecież w innych sytuacjach opozycja domaga się realizacji kolejnych zadań, które muszą być z czegoś opłacane. Wszyscy zgodzili się tylko co do jednego, sprawa podatków powinna być omawiana wcześniej, a nie w taki sposób jak teraz. Kolejny raz radni projekt podwyżek dostali w ostatnim możliwym dniu, dokładnie dwa tygodnie przed sesją. Trudno było się więc spodziewać wypracowania rozsądnej alternatywy wobec propozycji burmistrza. Także nasze ubiegłotygodniowe teksty, jak przyznawali sami radni, były inspiracją do analizy sytuacji w szerszym kontekście. W kolejnych wypowiedziach nawet wśród radnych BBS-u pojawiały się słowa o powadze sytuacji finansowej Gryfina. Choć pojawiały się nawet głosy krytyczne wobec rozpasanych wydatków, to nie padła żadna propozycja ich przyszłego zmniejszenia. Oczywiście właściwym miejscem tych rozmów będzie sesja budżetowa, ale trudno spodziewać się, że zmieni ona przyszłoroczny budżet znacząco.
To trzeba teraz
Łudzenie się, że zasadnicze zmiany mogą dokonać się przy okazji sesji, na której odbędzie się głosowanie budżetowe, jest błędne. Jeżeli w Gryfinie miałoby dojść do wyczekiwanej zmiany finansów publicznych, to reformę należałoby wypracować wcześniej. Takiej woli nie widać jednak po stronie rządzących, a opozycja w radzie miejskiej jest zbyt słaba, aby wymusić na burmistrzu zmiany. Henryk Piłat natomiast jak mantrę powtarza słowa o możliwym porozumieniu z Dolną Odrą. Otrzymane od Polskiej Grupy Energetycznej miliony na pewno zmieniłyby obraz sytuacji. Istnieje jednak zagrożenie, że byłoby to tylko lekarstwo na krótką chwilę. Gangreną toczącą finanse są rozpasane wydatki, praktycznie zerowa ochota do szukania oszczędności i lekka ręka w wydawaniu publicznych pieniędzy. Do tego roku skutecznie udawało nam się realizować politykę, którą można podsumować hasłem „zjeść ciastko i mieć ciastko”. Płacimy za to niezwykle wysoką cenę - rekordowego, przekraczającego osiemdziesiąt milionów złotych zadłużenia. Dalej zadłużać się już nie da. Teraz, jeżeli nadal będziemy się obżerać bez opamiętania, a tak mocnymi słowami można skwitować niektóre wydatki, nie będziemy mieć żadnych ciastek ani niczego innego.
Tomasz Miler :: 30.11.2011




