Informacje

Demontaż pierwszej alejki

Gryfiński rynek się skurczył. W mroźną sobotę dźwig przeniósł kontenery stojące najbliżej rzeki w głąb targpwiska. To konieczność w obliczu renowacji nabrzeża


Operacja śledzona była uważnie, nie tylko przez właścicieli przenoszonych stoisk, ale również przez innych handlujących. Klientów speszonych widokiem dźwigu i kołyszących się na linach kontenerów w powietrzu było mało, za to kupcy fizycznie po raz pierwszy spotkali się z działaniami świadczącymi o nieuchronnie zbliżającym się końcu. Zgodnie z zapowiedziami władz, targowisko w tym miejscu ma istnieć do lutego 2014.
- A przed wyborami od burmistrza inne słowa słyszeliśmy, za rękę trzymał, po imieniu zagadywał – wypomina właścicielka dwóch przenoszonych boksów.
Burmistrz pojawił się na chwilę na targowisku, gdy operacja przenosin się rozpoczęła. Obrócił się na pięcie, gdy padło pierwsze pytanie o koszt przeprowadzki, okazało się bowiem, że po 150 zł za każdy boks muszą zapłacić właściciele.
- Zza biurka to wszystko pięknie wygląda, urzędnicy i burmistrz zarabiają potężne pieniądze, a nam podwyższa się opłaty. Czy nikt nie rozumie, że nasz dzienny zarobek to czasami mniej niż 50 złotych? – pytali rozgoryczeni handlujący.
To właśnie ogólna sytuacja, a nie przeniesienie kontenerów o kilkadziesiąt metrów jest dla nich problemem. Obawiają się tego, że po rozpoczęciu  prac budowlanych liczba klientów się zmniejszy, a już teraz jest ich rekordowo mało.
- Handluję tutaj od sześciu lat, tak źle jeszcze nie było. Przegrywamy z marketami – mówi nam sprzedawca artykułów spożywczych.
Hałas i pył, jaki może towarzyszyć pracom przy nabrzeżu nie tylko odstraszy klientów, ale także zdaniem kupców może spowodować szkody w towarze.
- Domagamy się odpowiedniego zabezpieczenia nas od placu budowy, powinien to być wysoki i szczelny płot. To tylko kilkadziesiąt metrów, ale jest to niezbędne – podkreśla Aleksander Wojnicz, jeden z liderów kupców.
Tymczasem plany zabezpieczenia są dość skromne. Przesunięty ma zostać płot, a kupców od placu budowy będzie oddzielać tylko metalowa siatka.
W trakcie rozmów na targowisku łatwo było wyczuć lęk w głosach pracujących tam ludzi. Myślą oni z niepokojem nie tylko o dalszej przyszłości, ale i najbliższych miesiącach.
- Kupiłem ten kontener trzy lata temu za 14 tysięcy złotych. Gdybym wiedział, że wydarzy się taki scenariusz, nie podjąłbym takiej decyzji, a zdecydował się np. na dzierżawę. Przecież teraz nie ma szans go odsprzedać – komentuje kolejny z kupców.
Ich lęk jest zrozumiały w obliczu spadających obrotów. Jeżeli liczba klientów znacznie się zmniejszy, może to oznaczać, że za 24 miesiące pozostanie ich tam niewielu.



Komentarz
Cała sprawa to finał braku konkretnych rozmów pomiędzy władzami miasta a handlującymi. Najdrobniejsi z lokalnych przedsiębiorców zostali potraktowani jak piąte koło u wozu, na dodatek stare i zepsute. Przykro patrzy się na ludzi, którzy wkładają wiele sił i zdrowia w pracę w tym miejscu. Wystarczy pomyśleć o codziennej pracy na mrozie. Niestety z perspektywy gabinetów władzy, takiego spojrzenia zabrakło. Słowa, które padły na ostatniej sesji, o „przedwyborczym mięsie” doskonale wpisały się w tę atmosferę.

Tomasz Miler

Rafał Remont :: 17.02.2012


Ostatni numer Gazety Gryfińskiej


Video Gazety Gryfińskiej
Wyszukiwarka Gazety Gryfińskiej

GAZETA GRYFIŃSKA

Projektowanie stron internetowych - kostek.net