Informacje

Mam blizny po szczurze

Kiedyś wszyscy mówili do niej Bogusia, teraz mówią Basia, sama nie pamięta, kiedy otoczenie zaczęło używać jej drugiego imienia. Ma 55 lat i mieszka w garażu, życie zimą jest niezwykle uciążliwe. Z utęsknieniem wygląda roztopów, wtedy będzie można umyć się wodą z okolicznego strumienia

Jak sobie bezdomni radzą zimnem? Przy wielkich mrozach niełatwo o tragedię...
– Mam westfalkę, ale problem z kominem. Kopci się w nocy, a wtedy muszę okno otwierać. A na dworze zimno, dzisiaj było minus 19. Palę, żeby nie zamarznąć, ale za to nie mogę spać. Pilnuję cały czas, bo inaczej bym się zaczadziła. Śpię w samej piżamie i swetrze.

A skąd bierze Pani opał?
– Pomaga mi opieka, ale 200 kilo węgla na zimę to za mało. A co z tego, że chcę kupić węgiel, trzeba jeszcze go tutaj do garażu przywieźć, nikt za darmo tego nie zrobi, a ja zapłacić nie mam czym. Zbieram po okolicy to, co można spalić, drzwi i inne rzeczy. Co mogę, to przyciągam i palę.

A sąsiedzi z okolicy nie pomagają? Nie dają opału, jakiejś zbędnej deski?
– Nie będę przeklinała do gazety. Bo sąsiedzi to mi wsadzają do zamka zapałki. Nieraz wejść do siebie nie mogę.

Nie starała się Pani o jakieś mieszkanie socjalne, chociaż jakiś barak.
– Napisałam pismo do urzędu w Widuchowej, ale nikt nie odpisał nigdy.

To może do przytułku, chociaż na zimę. Zawsze to bezpieczniej.
– W tym garażu mam wszystko, co posiadam. Nie zostawię tego. A do tego Maks.

Maks to...
– Mój pies. Nikt go nie chciał. Był bezdomny, tak jak ja. Jest moim jedynym przyjacielem, tylko on mnie kocha. Miałam jeszcze kota, też takiego bezdomnego przygarnęłam. Z Maksem z jednej miski jedli, ale kota kuny udusiły.

Pies jest łagodny?
– Pilnuje domu, ale krzywdy nie zrobi. Ma w życiu lepiej niż ja, jest szczepiony, zdrowy...

A Pani choruje?
– Mam martwicę nerek. I dostaję za to 400 złotych miesięcznie od państwa. Na co to ma wystarczyć? Brakuje na wszystko, ja nawet majtek nie mam za co kupić. Sama świeczka kosztuje złoty pięćdziesiąt. A w nocy idą ze dwie, bo coś zrobić, nawet jak się idę wysikać.

Gdzie Pani załatwia takie potrzeby? Chyba nie w garażu...
– Do wiaderka, bo co mogę zrobić. Przecież ludziom pod drzwi nie narobię.

A higiena osobista?
– Teraz to trudno się umyć, mam tylko wodę do picia, ludzie mi przyniosą od czasu do czasu butlę. Ale z myciem teraz jest problem, bo strumyk zamarzł. Szampon, proszek, mydło.. nie mam takich rzeczy. O pralce nawet nie myślę, bo nawet prądu nie ma. Pranie, to tylko w rękach

Nie ma prądu ani wody... trudno to sobie nawet wyobrazić w dzisiejszych czasach.
– Zazwyczaj wodę do picia biorę od rybaków, do mycia ze strumyka, tutaj niedaleko płynie. Ale zimę nawet tego nie ma.

A ubrania?
- Kiedyś jedna pani mi przyniosła koszulę i kilka innych rzeczy, nie miałam siły płakać.

Zimą chodzi Pani w kapciach.
– Mam tylko kapcie, zimą w tym chodzić nie bardzo się da, ale lepiej niż na boso.

Skąd bierze Pani jedzenie?
– Nie kradnę. Wstyd by mi było. Nie wiem, jak smakuje mięso. Raz w miesiącu pozwalam sobie na luksus i kupuję kurczaka. A tak to kasza i chleb tylko, dzisiaj miałam ochotę na makaron.

Wspomina Pani tutaj, w tym garażu swoją młodość?
– Wspominam, ale rzadko są to miłe chwile. Pamiętam jak chodziłam do szkoły, jak zbierałam grzyby i potem je sprzedawałam, jak ukradłam jajko, które było zbukiem...

Podobno pochodzi Pani z Kielecczyzny, to prawda?
– Tak, ale świata trochę poznałam. W szczecińskim byłam już w wieku 14 lat, w PGR-ach pracowałam przy burakach. Potem pracowałam na kuchni w Dusznikach Zdroju,
przyjechałam tutaj, żeby poznać mojego najstarszego brata, a poznałam przyszłego męża i zostałam.

Widzę u Pani figurkę Matki Boskiej. Wierzy Pani w Boga? Zazwyczaj bezdomni wiarę tracą za to zło, które ich w życiu spotkało...
– Figurka ma już ponad 100 lat, jest cała poklejona bo kilka razy się stłukła. A wierząca jestem bardzo, nie ma pasterki, na którą bym nie poszła. Jajka na Wielkanoc święcę. Ja wierzę, odmawiam pacierz. Nie wątpię.

A kościół pomaga?
– Zaprosił mnie Caritas w tym roku na Wigilię.

A jak znosi Pani innych ludzi, ich wzrok, bo przecież bezdomni są odsuwani na margines społeczny.
– Młodzi są najgorsi. Nieraz mnie zaczepiają między garażami i każą sobie oddać pieniądze. Ale co im dać, sama nie mam. I wtedy się najbardziej boję, bo jak nie dam, to nie wiem, co mi zrobią.

A starsi?
– Dorośli są bardziej tolerancyjni, nie pomagają, ale przynajmniej nie szkodzą.

A traktowanie przez innych nie wynika z tego, że bezdomni piją?
– Nie prawda, nie wszyscy piją.

Wiosną będzie lepiej?
– Wiosną zawsze jest lepiej, jest ciepło, a wtedy można w nocy spać, a nie pilnować westfalki. Woda w strumyku odmarznie.

Gdyby coś przed wiosną się stało w tym garażu... coś złego... jak wezwie Pani pomoc?
– Zginę, telefon stary mam, ale nie mam pieniędzy na to, żeby go używać. Nigdzie nie można zadzwonić, nikt do mnie zadzwonić nie może.

Mróz, głód, brak ubrań, środków czystości, pościeli... można wymieniać i wymieniać
– I jeszcze szczury. Muszę ostatnie jedzenie chować. Szukają ciepła i jedzenia, tak jak my, bezdomni. Mam blizny po ostatnim, postawiłam mu trutkę i połowę jej zjadł, a i tak miał siłę, by się bronić. Podrapał mnie.

Rafał Remont

Rafał Remont :: 18.02.2012


Ostatni numer Gazety Gryfińskiej


Video Gazety Gryfińskiej
Wyszukiwarka Gazety Gryfińskiej

GAZETA GRYFIŃSKA

Projektowanie stron internetowych - kostek.net